|
Holandia: Kontrowersyjne show było mistyfikacjąHolandia: Kontrowersyjne show było mistyfikacją |
|
|
|
Napisał: Tomasz Romanowski
|
|
02.06.2007. |
Wyemitowane w holenderskiej telewizji kontrowersyjne show, w której śmiertelnie chora kobieta miała zadecydować, której z pośród trzech chorych osób oddać swoją nerkę, okazało się mistyfikacją. Choć oczekujący na organy uczestnicy są rzeczywiście chorzy, wiedzieli, że dawczyni jest aktorką - poinformował prezenter programu podczas jego emisji w piątkowy wieczór. (jg, AFP, PAP)
Główna bohaterka programu znana jako ''Lisa'' okazała sie aktorką Cierpiąca na raka mózgu 37-letnia Liza miała w trakcie programu podjąć decyzję, której z trzech ciężko chorych osób uratować życie. Przy wyborze kierować się miała życiorysami kandydatów, rozmowami z nimi oraz ich rodzinami, a także nadsyłanymi w SMS-ach poradami telewidzów. Pod koniec programu prezenter Patrick Lodiers ujawnił, że była to jedynie wyreżyserowana mistyfikacja. Liza w rzeczywistości jest aktorką, natomiast pozostali uczestnicy faktycznie są chorzy, jednak świadomie zgodzili się na udział w show. - Ich życie jest gorzką rzeczywistością - powiedział Lodiers o uczestnikach programu. Według publicznej telewizji BNN, w której zrodziła się koncepcja tego programu, miał on zwrócić uwagę na coraz większy niedobór organów do przeszczepów i wydłużającą się w związku z tym listę oczekujących na operacje. Jeszcze przed emisją audycja wzbudziła gorące emocje zarówno w Holandii jak i poza jej granicami. Holenderski rząd oraz jego szef Jan Peter Balkenende uznali, że przedsięwzięcie jest nieetyczne i zaszkodzi zarówno transplantologii jak i wizerunkowi kraju za granicą. Rzeczywiście, program wywołał falę krytyki również daleko poza granicami Holandii. Jak podało na stronie internetowej holenderskie MSZ, ambasady tego kraju otrzymywały wiele skarg od osób deklarujących, że są zszokowane formułą programu. Niemiecki dziennik "Frankfurte Allgemeine Zeitung" napisał wprost, że "tylko Holandia mogła stworzyć takie show". Jednak opinia publiczna była podzielona. Jedni sądzili, że decydując się na takie widowisko, telewizja BNN przekroczyła granice dobrego smaku. Inni jednak kontrargumentowali, że choć forma programu pozostawia wiele do życzenia, jego cel jest szczytny. Dyrektor holenderskiego Instytutu Nerek Paul Beerkens oznajmił, że audycja będzie skutecznym sposobem wywołania publicznej debaty nad brakiem organów do przeszczepów. Już po emisji widowiska holenderski minister edukacji Ronald Plasterk ocenił, że był to niezwykle inteligentny sposób na zwrócenie uwagi społeczeństwa na niedobór organów. Autorzy programu przeprosili publiczność za kontrowersje i wyrazili nadzieje, że frustracja którą wywołali zostanie przekuta w gniew z powodu tragicznej sytuacji osób oczekujących na transplantacje. Medioznawca: Telewizja może spowodować wielką akcję oddawania organów - Jeśli intencją nie jest zarabianie na tym pieniędzy, to telewizja może spowodować wielką akcję oddawania organów - powiedział medioznawca prof. Wiesław Godzic, komentując kontrowersyjny reality show. Jak powiedział, ludzie na ogół mówią, że jest to przekroczenie jakiejś granicy tabu. "Ja jestem ostrożny z takimi oskarżeniami. Trzeba zobaczyć, czy ten przypadek został wykorzystany do zdobycia pieniędzy przez telewizję" - powiedział profesor. Według niego, telewizja może pomóc w akcji oddawania organów. "To zależy od wykonania. Nie próbujmy potępiać tego w czambuł, bo okazuje się, że telewizja posiada ogromną moc organizowania ludzi" - dodał. "To jest normalne w dzisiejszej telewizji, w tym sensie, że telewizja chce odkrywać, zdzierać wszelkie zasłony i uczulać ludzi. Tutaj ważna jest intencja. Chodzi podobno o wstrząśnięcie sumieniami Holendrów, którzy nie są chętni, by oddawać swoje organy" - powiedział Godzic. W prawdziwość holenderskiego programu nie wierzył prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii. Jeszcze przed jego emisją mówił, że "zgodnie z obowiązującym w Holandii prawem, po śmierci dawcy jego decyzja dotycząca wyboru biorcy nie jest ważna - decydują wskazania medyczne". Prof. Szawarski: to za poważne sprawy, żeby robić z nich show Ludzkie życie, zdrowie i śmierć to nie są wartości, które służą zabawie. W żadnym wypadku nie należy robić z tego medialnego show - mówi prof. Zbigniew Szawarski, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego. - Bez względu na to, w jakim kształcie miałby być przedstawiony ten program, uważam, że nie powinien mieć miejsca" - oświadczył profesor. "Albo zaczniemy traktować ludzkie narządy jak towar i wprowadzimy wolny rynek bez żadnych reguł, albo w ogóle zrezygnujemy z formy leczenia za pomocą przeszczepów" - dodał. Profesor zwrócił uwagę, że w tego typu medialnych przedsięwzięciach trudno jednoznacznie ocenić intencje twórców: "Ile tu prawdy, ile fałszu, dla kogo to złoty interes dla kogo altruizm? Po prostu zamazują się granice między dobrem a złem". Szawarski uważa, że palący problem braku dawców do przeszczepów "to jest kwestia wielkiej edukacji społecznej zakrojonej na wiele lat". Tego typu przedsięwzięcia, jak "holenderska prowokacja", powoduje tylko - zważywszy - jak zauważa profesor - na obecną, trudną sytuację lekarzy utratę zaufania pacjentów i dawców i w konsekwencji rozczarowanie oraz ignorancję społeczną.
|
|
Zmieniony ( 05.06.2007. )
|
|
|